Rodzina bez granic w Ameryce Środkowej, Anna Alboth

Rodzina bez granic w Ameryce Środkowej, Anna Alboth (2)

Sympatyczni, uśmiechnięci, ciekawi świata oraz otwarci na nowe przygody. Konsekwentnie realizują plany, które wiele osób zamknęłoby w jednym worku wraz ze wszystkimi pomysłami sklasyfikowanymi jako porywanie się z motyką na słońce. Poznajcie polsko-niemiecką rodzinę Albothów: Anię, Hanię, Milę i Toma.

Na stałe mieszkają w Berlinie, choć w ich przypadku funkcję domu pełni z powodzeniem także samochód zaparkowany gdzieś w Ameryce Środkowej lub namiot rozbity na Zakaukaziu. Podróżują często, w różnych kierunkach, raz na dłużej, innym razem na kilka dni, ale, co najistotniejsze, zazwyczaj wspólnie całą ekipą, czyli mama, tata i dwie małe dziewczynki. Przekonują, że wyjazdy z dziećmi nie są wcale gorsze, niż te we dwójkę, bo często to dziecięca ciekawość sprawia, że dorośli zwracają uwagę na pomijane szczegóły, a wspólne odkrywanie świata i obserwacja jak zmieniające się otoczenie pozytywnie wpływa na rozwój najmłodszych daje mnóstwo frajdy i energetycznego kopa.

– Za czym z czasów sprzed dzieci najbardziej tęsknisz? – pytam Toma.

– Hm. W sumie robimy teraz wszystko to, co robiliśmy wtedy: jeździmy po świecie, chodzimy na wystawy zdjęć w Berlinie, mamy zawsze dużo gości, wychodzimy na imprezy – myśli głośno Tom. – Tylko o logistyce trzeba pomyśleć. Jest więcej planowania, a mniej spontanu. Bo żaden problem wyskoczyć nad jezioro zaraz po pracy, ale musimy mieć jak podgrzać wodę na mleko dla Mili, musimy pamiętać o pampersach [1].

Rodzina bez granic w Ameryce Środkowej, Anna Alboth (1)

Ania i Tom prowadzą okołopodróżniczego bloga, na którym dzielą się relacjami z odwiedzonych miejsc, opiniami i migawkami z codzienności. Lubię czytać o ich przygodach i choć czasami mam odmienne zdanie na różne tematy, to cenię teksty pisane lekkim piórem i piękne zdjęcia, z różnych zakątków świata. Nie będzie także zaskoczeniem, że z niecierpliwością czekałam na premierę książki autorstwa Ani.

Rodzina bez granic w Ameryce Środkowej to zapis wspomnień z familijnej wyprawy do Meksyku, Gwatemali, Belize i Hondurasu. Ania z Tomem i córeczkami przemierzają wspomniane kraje, a samochód ze środka transportu w kilka minut potrafią zamienić w sypialnię, która spokojnie pomieści  parę dorosłych i dwójkę dzieciaków. W książce znajdziemy opowieści o spotkanych ludziach, ich zwyczajach i wierzeniach jak chociażby to, że Majowie wierzą, że jak się skończy świat, to wszyscy zbiorą się w miejscu zwanym Yaxchilan, gdzie mężczyźni bez żon i kobiety bez mężów zostaną z miejsca powieszeni za pięty, a ich krwią będzie malowane miasto [2].  Pojawiają się też opisy geograficzne, przyrodnicze oraz trochę wiadomości historycznych. Wszystko jest podane w lekkostrawnej formie, a duża ilość dobrze skonstruowanych dialogów sprawia, że całość staje się jeszcze bardziej przystępna dla czytelnika.

Na pomarańczowych stronach znajdują się porady praktyczne, które mogą przydać się osobom planującym swoją pierwszą tego typu podróż (weterani mają takie triki z pewnością opanowane do perfekcji). Można się z nich dowiedzieć m. in. o tym jak zamienić auto w wygodnie miejsce do spania, jak przygotować się do lotu z dziećmi, co warto zabrać ze sobą na tego typu wyprawę czy o tym gdzie poszukiwać oszczędności.

Rodzina bez granic w Ameryce Środkowej, Anna Alboth (4)

A to wszystko w klimacie slow, z pozytywnym nastawianiem do świata i drugiego człowieka oraz z przekonaniem, że człowiek jest z natury dobry.

Przez ostatnie dni było gorąco. Dziś jest przyjemnie ciepło. Nie chce nam się ruszać z miejsca. Ale zaraz, zaraz – przecież nie musimy! Możemy tu zostać pół godziny albo i trzy, jeśli tylko mamy ochotę [3].

Mam pewnie przeczucia, że puryści językowi nie byliby zachwyceni potocyzmami i zapożyczeniami wkradającymi się do tekstu. Jeśli ktoś ma alergię na słowa zajechali czy fajne, to lojalnie uprzedzam, że pojawiają się w tekście, ale to przecież jest reportaż z rodzinnej podróży, ze swobodnymi dialogami, opisami wrażeń i napotkanych sytuacji. Czytając książkę ma się wrażenie, że autorka na żywo snuje swoją opowieść przy filiżance dobrej kawy lub zimnym piwie. Ania potrafi zarówno rozbawić, jaki i chwycić za serce. Publikację o rodzinnych wakacjach pochłania się szybko (pokusiłabym się o stwierdzenie, że nawet zbyt szybko, najpierw nie mogłam się od niej oderwać, a później żałowałam, że już się skończyła), wspaniałym jej dopełnieniem są liczne zdjęcia zrobione podczas opisywanych podróży.

Rodzina bez granic w Ameryce Środkowej, Anna Alboth (3)

Książkę polecam osobom szukającym podróżniczych inspiracji, rozważającym jak połączyć bycie rodzicem ze zwiedzaniem świata, zainteresowanym tematyką Ameryki Południowej, potrzebującym dużej dawki pozytywnej energii oraz oczywiście wszystkim miłośnikom bliższych i dalszych wojaży.

P.S.

Jeśli Ci się podobało, podziel się ze znajomymi (Fb, Twitter etc.) . Zapraszam również do śledzenia mnie w serwisie Twitter, na fanpage na Facebooku, w Google+ oraz na Instagramie. Znajdziesz tam materiały niedostępne na blogu, pamiętaj, żeby na facebookowej liście zaznaczyć: powiadomienia – wszystkie włączone, w ten sposób unikniesz ograniczenia wiadomości.


[1] Anna Alboth, Rodzina bez granic w Ameryce Środkowej, Warszawa 2016, s. 176.

[2] Ibidem, s. 201.

[3] Ibidem, s. 14.

7 Thoughts.

  1. Mnie tam „zajechali” czy inne fajności nie przeszkadzają. Przeciwnie. Relacja z podróży pisana potocznym językiem wydaje mi się… sympatyczniejsza.
    A książkę chętnie przeczytam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *